| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
My się znamy (dobrze)
My się znamy (niedobrze albo trochę, co najwyżej widzieliśmy się raz w życiu, ale nigdy nie wiadomo, może się spotkamy i dwa, a może wcale, jakie to wszystko dziwne, już, już kończę i stawiam kropkę- o tutaj).
RSS
poniedziałek, 22 października 2007
Dobry dzień

Bo zadowolony to by chyba było za mało. I tylko tyle. Zmęczony jestem i delikatnie wstawiony rosyjskim szampanem, który tak naprawdę jest tylko winem musującym, a ja jestem tylko małym człowieczkiem, który jutro się obudzi, a potem zaśnie, obudzi się i zaśnie, aż w końcu zachoruje, umrze i nie będzie już pamiętał o wyborach 21 X 2007r. Ale póki co, pamięta jeszcze i jest mu z tym bardzo dobrze.

Zasypiajcie i budźcie się szczęśliwy. A przynajmniej zadowoleni. Dodałbym "Amen", ale jeszcze się ktoś obrazi.

Amen.

E, nie obrazi się.  

02:07, zetidwazera
Link Komentarze (4) »
sobota, 20 października 2007
Głosujmy

Raczkowski na wybory:

14:17, zetidwazera
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 24 września 2007
Trzy wiersze i rysunek Raczkowskiego jako bonus i nagroda za dotarcie do końca

O pisaniu wiersza

 

piszę wiersz

na komputerze co jest wiem

bardzo niepoetyckie wiersz

powinno się pisać w starym brudnopisie

kupionym za ostatnie złotówki

zmęczonego poety

                   

siedzę w majtkach i brzuch

mi trochę sterczy

chociaż nie mam nadwagi

mam niepoetyckie sadło

i drapię się po jajach

i też po nodze

obok śpi moja dziewczyna wiem

powinienem być samotny

może by to było z korzyścią

dla puenty może też

powinienem wypić butelkę

wódki a ja

tylko palę papierosy.

O-ry-gy-zy-my

na razie sobie posiedzę

na razie powiem sobie ojoj

potem sobie odpocznę

teraz mrużę oczy

dotykam przecinków i kropek

głaszczę spółgłoski

rozgrzane wyrazy

rozchylają sylaby

 

Przeliteruję mój orgazm.

Kometa

tej nocy w ziemię

przypierdoli kometa która

zastanie mnie w niedwuznacznej

pozycji przy komputerze

(to znaczy że będę przed nim siedział

 

z palcami na klawiaturze

z głową na szyi

z duszą na ramieniu

z wężem w kieszeni

z osadem na zębach

po papierosach

i kawie)

 

no więc jak ta kometa pierdolnie

o to wtedy dopiero będzie

02:20, zetidwazera
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 10 września 2007
Ibidem
15:21, zetidwazera
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 września 2007
Wisielczo
14:32, zetidwazera
Link Komentarze (3) »
Czytuję cytuję

W jednym z ostatnich wpisów posłużyłem się pewnym cytatem, który- nie ukrywam- miał nadać moim słowom nieco więcej powagi oraz niezbędnego przy takich okazjach patosu. Słowa te pochodzą z książki „O demokracji w Ameryce” Alexisa de Tocquevilla, który w XIX wieku tę demokrację obserwował, a potem ją opisał. Nie wiedział wówczas francuski myśliciel (myśliciel- cóż za słowo!), że wiele lat później jego dzieło wykorzysta pewien młody człowiek* do swej pracy magisterskiej. Ba, gdyby chodziło tylko o tę pracę- młody człowiek poszedł znacznie dalej. Zaczął on wyrywać z kontekstu poszczególne akapity, by w sposób stronniczy i nieuprawniony czynić na swym blogu aluzje do rządów braci Kaczyńskich, z których istnienia sam Alexis nie mógł zdawać sobie przecież sprawy. Przytoczony poniżej fragment to wierne tłumaczenie artykułu, który Tocqueville przeczytał zaraz po przyjeździe do Ameryki:

 

„Język, którym posługiwał się Jackson (prezydent), był językiem despoty bez serca, zajętego wyłącznie utrzymaniem własnego stanowiska. Jego zbrodnią jest ambicja i ta zbrodnia nie ujdzie kary. Intryga jest jego powołaniem i ona sama pomiesza mu szyki i pozbawi go władzy. Rządzi za pomocą przekupstwa i jego przestępcze kombinacje przyniosą mu wstyd i hańbę. Na arenie politycznej okazał się bezwstydnym i pozbawionym hamulców graczem. Na razie mu się udało. Ale niedługo wybije godzina sprawiedliwości. Będzie musiał zwrócić wygraną i odrzucić swe fałszowane karty; skończy w jakimś odosobnionym miejscu, gdzie będzie mógł do woli przeklinać własną głupotę, ponieważ skrucha jest cnotą nie znaną jego sercu. („Vincenne’s Gazette”) ”**

 

 

 

 

 

* Próbując dotrzymać kroku Zbigniewowi Ziobrze i jego ciętemu żartowi, wyjaśniam, że ten młody człowiek (zagadka) to ja (koniec zagadki). A jak was to nie bawi, to w moim lewym oku jest wieża Eiffla. A jeśli wieża Eiffla was nie bawi, to dowód na to, że ktoś tu z nas nie ma poczucia humoru.

 

** „O demokracji w Ameryce”; tom I, s. 185 ***

 

*** jeszcze nie umiem robić przypisów   

03:19, zetidwazera
Link Dodaj komentarz »
Kto ochroni naszą ojczyznę?

Pyta Świąteczna Wyborcza:

http://www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4470298.html

01:55, zetidwazera
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 września 2007
Mały żuczek boi się PiS

Od dłuższego już czasu zbieram się do napisania czegokolwiek, co dałoby upust mojej wściekłości na wszystko to, co dzieje się ostatnio w moim kraju. I nie robiłem tego z dwóch powodów. Pierwszym było poczucie zupełnej bezsensowności takiego- nazwijmy to- przedsięwzięcia.

No bo- zadałem sobie pytanie- czy Ty, Pawle, jesteś w stanie kogokolwiek przekonać do czegokolwiek? Czy jesteś w stanie przekonać osobę, której nie przekonały dwa laty rządów PiS, do tego, by nie oddawała na tę partię głosu w zbliżających się- mam nadzieję- wyborach?

Odpowiedziałem sobie. Nie.

I zapytałem znów samego siebie: Czy Ty, Pawle- mając oczywiście na względzie rzesze czytelników odwiedzających Twoją stronę- uważasz, że potencjalna osoba, którą chciałbyś do czegokolwiek przekonać, przeczyta to, co napisałeś?

Hm. I znów dupa, powiedziałem sobie.

Widzicie więc, że moje wątpliwości nie są bezzasadne.

Drugim powodem mojego- nazwijmy to- literackiego paraliżu była (jest i będzie) forma. Brak formy. Nieforemność tego, co piszę. Nieforemność słów, zdań, przecinków i kropek. Brzydota. Moje słowa są chore, swoją chorobą zarażają zdania, które pochłaniają cały tekst, który jest brzydki i śmierdzi, od stóp do głów, aż po zęby- jedynki, dwójki i ósemki, które wszystkie są do wyrwania. Dlatego nie piszę- nie dlatego, że nie chcę, a dlatego, że nie mogę, bo zwyczajnie to, co piszę, albo raczej, jak piszę- kurewsko mi się nie podoba. To jest powód drugi i najważniejszy, który sprawia, że z lękiem siadam przy klawiaturze i z niewiarygodną męką przedzieram się przez kolejne wersy i akapity. Dlatego miejcie na względzie, czytając to, co napisałem lub zastanawiając się nad tym, czego nie napisałem, z jakim ogromnym przychodzi mi to trudem.

 

Jest mi wstyd. Jeszcze nigdy nie wstydziłem się tak bardzo za ludzi, którzy rządzą moim krajem. Jeszcze nigdy nie było we mnie takiej wściekłości i nigdy tak bardzo się nie bałem (mam tu na myśli oczywiście zupełnie inny strach od tego, który odczuwam na przykład w gabinecie urologa podczas USG, albo kiedy na swej drodze spotykam panów, którzy zajmują się tym, że skaczą po głowach takim, jak ja. Strach, o którym mówię, leży zupełnie gdzie indziej, chociaż też potrafi przyprawić mnie o drżenie).

Boję się tego, że za jakiś czas nie będzie w Europie ludzi, którzy będą chcieli z nami rozmawiać. Boję się, że każde pytanie o moje pochodzenie będzie wywoływało we mnie jakieś obronne skurcze. Boję się, że bycie Polakiem może- dzięki ludziom, którzy rządzą naszym krajem- stać się wyłącznie powodem do wstydu, bo już na pewno nie dumy.

Boję się, że wkrótce zapomnimy, że upolitycznienie prokuratury i sądownictwa to stan nienormalny, a trójpodział władzy dlatego ma w nazwie podział, że władza sądownicza powinna być od dwóch pozostałych niezależna. Boję się, że Polską przez wiele lat będzie rządzić zawiść, nieufność, podejrzliwość i wszystkie najgorsze cechy Polaków, które znajdują doskonałe odbicie w obozie rządzącym.

 

Demokracja sama w sobie nie jest raczej żadną wartością. To pewien zespół mechanizmów, narzędzie, które zostało skonstruowane tak, by żadne wartości nie mogły zostać ludziom narzucone siłą, gwałcąc przy tym ich poczucie niezależności. W demokracji chodzi o kompromis. Taki kompromis, które pogodzi sprzeczne dążenia różnych osób, nie naruszając ich wolności.

Dla Kaczyńskich takie narzędzie jest zbyt niedoskonałe, bo i do czego innego próbują je wykorzystać. Dla Kaczyńskich wartością nadrzędną jest prawda. Wierzą w to, że od lat żyjemy w zakłamaniu, tolerując to, że Polską rządzi jakiś postkomunistyczny układ ludzi, którzy w okresie PRL zachowywali się niegodnie, a w wolnej Polsce zamiast kary dorobili się ogromnych pieniędzy, władzy itp. Kaczyński (Jarosław, bo jego brat, a nasz prezydent sprawia wrażenie, jakby niewiele się nad czymkolwiek zastanawiał) jest przekonany, że w momencie odkrycia całej prawdy Polska stanie się naprawdę wolna. I tu popularny pies pogrzebany. Bo- wierząc lub nie w wizję rysowaną przez Kaczyńskiego- demokracja prawdzie zupełnie nie służy. Prawdy nie da pogodzić się z kompromisem, kompromis sam sobie zakłada pewien relatywizm, stąd głupie skądinąd określenie „prawda zawsze leży pośrodku”. Prawda wcale nie leży pośrodku. Prawda leży tam, gdzie leży (że zacytuję mojego kolegę), pozostaje tylko pytanie, kto jest władny decydować o tym, gdzie to jest.

I po to jest przede wszystkim demokracja, by nikt nie był władny tego uczynić. By nikt nie był na tyle silny, żeby tę prawdę innym narzucić.

Dlatego właśnie demokracja jest dla Kaczyńskiego kłopotliwa i dlatego próbuje, na ile to możliwe, ją ograniczać. On wie, że ma rację, a w imię racji trzeba czasem pewne rzeczy poświęcić. Wielcy ludzie potrafią się na to zdobyć, jak Józef Piłsudski, który w końcu nie bez powodu jest bohaterem naszego premiera.

Polsce nie grozi system totalitarny, trudno też dzisiaj wierzyć w to, byśmy mogli obudzić się w państwie, przypominającym okres sanacji po 1926. Boję się jednak, że możemy znaleźć się niebezpiecznie blisko.

Alexis de Tocqeville pisał: „Władza zwierzchnia wobec wszystkich innych zawsze musi istnieć, lecz sądzę zarazem, że wolność będzie zagrożona, jeżeli ta władza nie natrafi na żadne przeszkody, które by ją powstrzymywały i dawały jej w ten sposób czas na zastanowienie”.

Te przeszkody jeszcze w Polsce istnieją, czego dowodem mogą być orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, ale nietrudno też zauważyć, jak rządzący ubolewają nad tym, że „mamy tam tylko kilku swoich sędziów”, że zacytuję wypowiedź jednego z posłów PiSu. Potrzeba też ogromnych starań, by nie widzieć niż niebezpiecznego w tym, że w archiwach IPN szuka się haków na sędziów Trybunału, by ustawa mogła wejść w życie, zanim Trybunał orzeknie o jej niekonstytucyjności. Trzeba być w końcu ślepym, by nie zdawać sobie sprawy z tego, co z prokuraturą zrobił Zbigniew Ziobro.    

To, że prokuratura działa dzisiaj wyłącznie na zlecenie jednej partii już specjalnie nikogo nie dziwi. To już nawet nie jest zarzut, to jest fakt, co do którego wszyscy- łącznie z ministrem sprawiedliwości- są w zasadzie zgodni. I Polacy zdają się ten stan coraz bardziej akceptować. Nieważne, że prokuratura jest upolityczniona, ważne, żeby walczyła z korupcją. Nieważne, że nikomu nie udowodni przestępstwa, wystarczy, że udowodni komuś kłamstwo- będziemy mieli pewność, że działa w dobrej wierze. A że może działać z politycznych inspiracji, że może być wykorzystywana do walki z opozycją- kto jest uczciwy, nie ma się czego bać. Takich głosów można słyszeć coraz więcej. Skok PiS w ostatnim sondażu, przeprowadzonym zaraz po medialnym (i bezprecedensowym) spektaklu prokuratury, pokazuje, że niewiele tak naprawdę potrzeba, żeby przekonać Polaków o słuszności stosowanych przez partię Kaczyńskiego metod.

Dlatego się boję. Jeżeli założę najgorszy z możliwych scenariuszy- taki, w którym PiS wygra wybory i będzie w stanie rządzić samodzielnie- wtedy, jestem pewien, że już będzie za późno. Nie będzie siły, która oderwie ich od władzy, a bezwzględne zwycięstwo w wyborach posłuży im za legitymację do tego, by z trójpodziału władzy uczynić fikcję. Nic nie powstrzyma ich przed tym, by opanować Trybunał Konstytucyjny, dzięki czemu wraz z posłusznym prezydentem przepchną każdą, choćby najbardziej niekonstytucyjną ustawę. Zresztą samo pojęcie konstytucyjności również ulegnie zmianie. To otworzy ludziom Ziobry drogę do tego, by opanować sądy (czego zapowiedź możemy obejrzeć już dzisiaj) i nie zdążymy powiedzieć „placek z jagodami”, a to, co nazywamy dzisiaj „zagrożeniem demokracji” już przestanie być zagrożeniem, bo przestanie być demokracją.

 

Piszę to z pełnym przekonaniem i nie wskutek podniecenia po przeczytaniu artykułu w „Gazecie Wyborczej” czy obejrzeniu serwisu informacyjnego w TVN24. To nie jest histeria, to jest wielka obawa o to, że możemy nawet nie zauważyć momentu, w którym będzie za późno, żeby naprawić to, co powinniśmy naprawić teraz.

 

Zastanawiałem się, co mogę zrobić, by w jakikolwiek sposób sprzeciwić się temu, co ci ludzie wyprawiają z moim krajem. Ten tekst jest pewnym aktem rozpaczy, jedynym, jaki przychodzi mi do głowy, jedynym, na jaki w tej chwili potrafię się zdobyć. Nie chcę żyć w Polsce braci Kaczyńskich, bo się jej boję i wstydzę. Dlatego tym strachem i wstydem dzielę się z wami, a wy dzielcie się nim, z kim popadnie i może ten wstyd, strach i wściekłość spowodują, że w najbliższych wyborach nawet jeśli nie będziemy głosowali za żadną wizją Polski, która nam odpowiada, to zagłosujemy przeciwko takiej wizji, która budzi w nas najwięcej niechęci i obaw. Ta wizja ma dla mnie twarz braci Kaczyńskich.

02:54, zetidwazera
Link Komentarze (2) »
środa, 05 września 2007
WNĘTRZE. DOM RODZINNY PAWŁA W KĘDZIERZYNIE- KOŹLU. WIECZÓR.

WNĘTRZE. DOM RODZINNY PAWŁA W KĘDZIERZYNIE- KOŹLU. WIECZÓR.

 

Paweł siedzi przed komputerem. Próbuje coś napisać, ale tylko z jemu wiadomych powodów, zupełnie mu to nie wychodzi. Paweł się denerwuje. Zapala papierosa. Upija łyk herbaty. Drapie się po jajach.

 

Do pokoju wchodzi MAMA PAWŁA.

 

 

                             MAMA PAWŁA

 

                        Co robisz?

 

                             PAWEŁ

 

                        Piszę.

 

                             SUMIENE PAWŁA

 

                        Akurat.

 

                             PAWEŁ

                             (do sumienia)

                       

                        Spierdalaj.

 

                            SUMIENIE PAWŁA

                            (do Pawła)

 

                        Sam spierdalaj.

 

                            PAWEŁ

                            (do sumienia)

 

                        Chyba ty.

 

Sumienie Pawła spierdala. Mama Pawła wychodzi z pokoju. Paweł drapie się po jajach. Klawiatura milczy. Program Microsoft Word naigrywywowuje się z Pawła. Paweł jest zły.

Dzień jest do dupy. Ziobro jest głupi.

 

PiS rządzi.

  

 

KONIEC

22:15, zetidwazera
Link Komentarze (3) »
niedziela, 22 lipca 2007
kołdra

w Krakowie temperatura osiągnęła

dziewiętnaście stopni

dzisiaj jest wieczór jest

noc poprawiam się jest

druga dwadzieścia pięć

sześć prawie wpół do

momentu w którym

nakryję głowę kołdrą

 

myślę

o tobie i

o wszystkich

złych rzeczach

w mojej głowie

 

myślę

że zapalę papierosa

za chwilę za mamę i

tatę za ruch

zielonoświątkowców

za ruch pieszych i

samochodów ruch

kiosk ruch

ruch ruszać

ruchać ruch

ruchać ruch leżeć

głowę nakryć kołdrą i

nie myśleć

 

o nowotworach myśleć

o Tobie

złe

rzeczy

w mojej

głowie:

 

złe okno

złe za oknem

zła podłoga i

lampka nienocna

zły kaloryfer nie grzeje

złe dziewiętnaście stopni

Celsjusza zły Celsjusz

zła dobra pogoda

zły kubek

złe ucho kubka

zły sufit

w złym mieszkaniu

 

dobra kołdra

 

03:48, zetidwazera
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10