| < Kwiecień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
Zakładki:
My się znamy (dobrze)
My się znamy (niedobrze albo trochę, co najwyżej widzieliśmy się raz w życiu, ale nigdy nie wiadomo, może się spotkamy i dwa, a może wcale, jakie to wszystko dziwne, już, już kończę i stawiam kropkę- o tutaj).
RSS
środa, 06 września 2006
Poseł Wierzejski, Lew, Czarownica i Stara Szafa

Kuroń nie był zdrajcą- oświadczył poseł Wierzejski- on „brał udział” w zdradzie narodowej. Przychodząc na rozmowę, w której wziąć ma udział syn nieżyjącego Jacka Kuronia, to nie lada odwaga ze strony posła. Ja bym się bał, nigdy nie wiadomo, co przyjdzie do głowy potężnemu w końcu facetowi, jakim jest Maciej Kuroń. Stąd też zrozumiałe zabiegi sofistyczne posła, by pana Macieja zanadto nie zdenerwować- stąd też Jacek Kuroń nie tylko nie był zdrajcą, ale był wielkim społecznikiem i autorytetem, który to społecznik i autorytet- jakoś tak się głupio złożyło- no, wziął udział w tej zdradzie, ale wziął w niej udział trochę inaczej, tak trochę przypadkiem, niechcący wziął udział, a gdyby miał jeszcze jedną szansę, to pewnie byłby go nie wziął, bo i po co w jednym rzędzie z Michnikiem i Geremkiem stawać,

z ludźmi, którzy do dziś biorą udział w byciu Żydami.

Tak, poseł Wierzejski też się bał, spróbował więc sprowadzić dyskusję na inne trochę tory, na takie tory, po których Jacek Kuroń nie musiałby jechać sam, a razem z tymi, których w studiu nie ma (ani ich synów) i którzy na pewno filigranowego posła nie zbiją. Tych torów się trzymając, poseł Wierzejski jął rozprawiać o owej zdradzie narodowej, która przyczyniła się do tego, że na piętnaście lat zablokowano Lidze Wszechpolskich Rodzin możliwość sprawowania w Polsce władzy. To ci spisek dopiero! I to wszystko Stół Okrągły, Czerwono- Różowy, przy którym komunistyczni szamani i sataniści odprawili mszę, czerwoną nawiasem mówiąc,  rzucając urok na naród, by ten na kartach wyborczych przez piętnaście lat (!) nie zauważył nazwiska Giertycha.

O tym trzeba napisać, niech młodzi mają jakąś przyjemność z nauki historii, niech wiedzą, że PRL wcale nie taka szara i ponura była, a pełna magii i zjawisk nadprzyrodzonych, gdzie obok siebie współistnieli ludzie i źli czarnoksiężnicy, mroczne elfy (Żydzi) i dzielne hobbity (no tak), a wszyscy oni walczyli o kształt naszej przyszłej Polski, imając się przy tym sposobów różnych: prawych i szlachetnych z jednej, podstępnych i nikczemnych- z drugiej strony. W wyniku walki Dobra ze Złem powstała III RP, ale jak bardzo mylili się ci, którzy myśleli, że w tej walce padło ostatnie słowo! Rękawica została podniesiona, siły Dobra ruszyły do boju i już żaden Niemiec nie będzie pluł nam w twarz, dość polityki białej flagi i pedalskiej tęczy! Osiodłać konie! Pośle Wierzejski, to Order Orła Białego. Znaleźliśmy go gdzieś na Powązkach, a że pan jest najbardziej biały z nas wszystkich, przyznajemy go Panu w imię czegoś.

To dopiero Historia. Ledwie uczeń liznąłby jej trochę, a już nie mógłby się doczekać następnych części. Na kolejne wydanie podręcznika historii czekałby jak na ulubioną grę komputerową, z wypiekami na twarzy połykałby każdą stronę, a wszystko po to, by sprawdzić, jak to wszystko się kończy.

No właśnie, jak?

Czekam. Z przerażeniem.

18:11, zetidwazera
Link Komentarze (1) »
piątek, 01 września 2006
Boję się małych brzydkich ludzi

Gardło mnie boli, a i tak zaciągam się papierosem, przed chwilą przeczytałem, że znajdzie się sposób na raka, a Bush nie chce się spotkać z Jarkiem Kaczyńskim.

Bo ja o „Braciach” dzisiaj chciałem, o Braciach, jak mawiają Jan i Maria Rokitowie.

Czesi to mają łeb na karku. Jakieś dwa lata temu, nie godząc się na politykę rządu, wykupili billboardy, na których widniała twarz jednego z obywateli z napisem „Wstydzę się za swojego premiera”.

I ja też się wstydzę. Wstydzę się za prezydenta, premiera, wicepremiera, ministra i wiceministra, i z każdym dniem wstydzę się za kogoś innego. Za siebie też się wstydzę, bo może powinienem wyłączyć telewizor, a tego nie robię.

„Nie będę prosił nikogo, kto jest sygnatariuszem Listu Ośmiu, o to, by wracał gdziekolwiek, a już na pewno nie do polskiej dyplomacji”- to nasz prezydent, Lech Kaczyński, o Bartoszewskim, którego stawiał za największy swój autorytet w dziedzinie polityki zagranicznej, będąc jeszcze kandydatem na prezydenta. Niech Bartoszewski nie wraca, nie wraca gdziekolwiek, niech wypierdala Bartoszewski, dla takich ludzi jak Bartoszewski nie ma w polskiej polityce miejsca. I zrobić ekshumację zwłok Kuronia, mógł w żołądku donosy przez 20 lat trzymać, nigdy nie wiadomo, trzeba sprawdzić, przyjacielem był Michnika, a wiemy jak niewiele od Michnika do Katynia, to prawie synonimy i rymują się (prawie) do tego. Mołczat’ sobaki! – to z dedykacją dla byłych MSZ i Kuriera z Warszawy, który nie naraził się wprawdzie, ale byłby się naraził, gdyby wcześniej nie umarł, więc na wszelki wypadek niech też się zamknie i rządu- choćby zza grobu- nie krytykuje. A Dziwisz, ty też się zdziwisz i się nie wychylaj, bo jedynym kościelnym hierarchą nie jesteś, może zresztą na Wojtyłę donosiłeś, to się jeszcze sprawdzi…

 I tak siedzę sobie i palę, i może znajdzie się sposób na raka, i po głowie chodzą mi słowa (chyba) Marka Hłaski: „Boję się małych brzydkich ludzi”. I ja też się boję, ze strachem i wstydem oglądam wieczorny serwis informacyjny, w którym niejaki Roman, niegdyś na czele tych, którzy Hitlera nie pozdrawiali, tylko zamawiali piwo, opluwa człowieka, który dziesięć lat przesiedział w więzieniu nie po to przecież, byśmy musieli oglądać coś takiego.

Czesi mają łeb na karku. My powodów mamy więcej, żeby wstydzić się nie tylko za premiera, ale za wszystkich małych brzydkich ludzi, którzy akurat rządzą naszym krajem.

13:03, zetidwazera
Link Komentarze (4) »
piątek, 28 lipca 2006
These days

Dawno nic nie pisałem. Będzie ciężko. Nie pamiętam jak się pisze, żeby było ładnie.

 

Ostatnio skończyłem czytać książkę. Była bardzo smutna. Połowa bohaterów popełniła samobójstwo. Podobała mi się. Chociaż może to nienajlepsze określenie.

 

Kędzierzyn jest bardzo ponury. Już chciałem napisać „these days”, głupie, nie wiem, skąd mi się to bierze.

W te dni.

O, Kędzierzyn jest bardzo ponury w te dni.

A to jakoś z miesiączką mi się kojarzy.

W sumie zadowolony jestem, że nie przechodzę miesiączki. W ogóle, wydaje mi się, że mamy łatwiej. My, mężczyźni. I nie na rynku pracy, i nie o katolicki model rodziny mi chodzi czy coś podobnego, czy o to, że to Ewa powstała z żebra Adama, a nie odwrotnie, o co upominają się niektóre feministki.

O okres.

O to, że nie mógłbym pływać przez te kilka dni w miesiącu. Albo robić kilku innych rzeczy. I  że miałbym podły nastrój, a tak mam podły nastrój niezależnie od tego.

 

Naprawdę nie masz nic ciekawszego do napisania?- zapytał mój wewnętrzny głos.

Yyy… Nie.

 

Odparłem.

00:49, zetidwazera
Link Komentarze (13) »
piątek, 16 czerwca 2006
Mistrzostwa Świata w piłce nożnej a rola Polaków w rozszyfrowaniu Enigmy

Nasza reprezentacja osiągnęła nie- zwycięski nie- remis. Nie awans i nie do ćwierćfinału. Bo w tym wszystkim chodzi o to, że 22 facetów goni za piłką, a wszyscy rżną nas w dupę. Bo deszcz, bo nie ta murawa, bo zła kondycja, bo nie udało się obronić wyniku, bo przeżyjmy to jeszcze raz: Deyna gol!, Szarmach gol!, Lato gol!, bo wszyscy się nas bali i byliśmy od morza do morza, a teraz tylko do Odry i Nysy Łużyckiej, a przez Bałtyk rurę nam budują. Przez nasz Bałtyk, przez który nawiasem mówiąc przepłynęli Szwedzi, na których też często trafiamy, za często w eliminacjach! Bo to kurwa nie-spra-wie-dli-we! Żebyśmy na Szwedów trafiali czy Niemców, którzy mieli plan Marshalla, a teraz jeszcze dwóch Polaków nam z polskich kołysek ukradli, żeby do naszej polskiej bramki strzelali! NASZEJ! Ta bramka jest nasza i tylko my mamy prawo do niej strzelać! A zresztą i tak jesteśmy moralnymi zwycięzcami, graliśmy przeciwko Niemcom, a trzeba im wiedzieć, trzeba WSZYSTKIM wiedzieć, że my pamiętamy, że tak łatwo się nie wykpią, za tę Drugą Wojnę to jeszcze nam zapłacą, razem ze Szwedami- hurtem- za potop.

Ktoś musi być Chrystusem, Mesjaszem mundialu. Za wolność naszą i waszą, za wasze zwycięstwa i nasze zwycięskie remisy, za wasz i nasz mecz na wodzie,  za więcej wody po waszej stronie i mniej po naszej, żeby trudniej nam było gola zdobyć, za to wszystko codziennie wznosimy ręce ku górze, by to nas bolało, byśmy my cierpieli, bo kto bez winy, niech strzeli gola, no więc nie strzelamy. Nam wystarczy zwycięski remis i myśl szkoleniowa, którą zaszczepiliśmy całemu światu, a on głupi świat, nawet nie pamięta.

Tak, w rankingu narodów wybranych mamy co najmniej drugie miejsce, a może nawet pierwsze, bo z tymi Żydami też nigdy nie wiadomo, kontrowersyjna w sumie sprawa z tym Chrystusem. Załóżmy nawet, że drugie, załóżmy, żeby nie było, że się upominamy. Ktoś nas wybrał. Bóg nas wybrał. Choć wolałbym, żeby wybrał kogoś innego.

01:02, zetidwazera
Link Komentarze (10) »
wtorek, 04 kwietnia 2006
O czym szumią wierzby i dlaczego jak ktoś szumi, to dostaje wpierdol

Poszedłem przedwczoraj na JPII, bo tak się chyba powinno dzisiaj mówić, na JPII, na koncert, JPII Heineken music festiwal, na JPII, bo tak bardziej spoko. Poszedłem na Franciszkańską zobaczyć, ile osób przyszło na JPII i czy BXVI dobrze będzie widać na telebimie, bo telekonferencja miała być z BXVI i byłem ciekawy. Nic nie widziałem, wypaliłem papierosa pod Filharmonią i poszedłem. Denerwowało mnie to wszystko, bo wtedy naprawdę coś czułem, a teraz tylko tyle, że ktoś mnie z tamtego odziera. Wtedy nawet się wyspowiadałem, więc moje grzechy liczą się dopiero od kwietnia tamtego roku. Fajnie. Teraz będę musiał trochę odczekać, bo spowiadać się teraz to jak zagrać w teledysku z okazji śmierci papieża, JPII znaczy się. „… i żeby Jego nauka została z nami jak najdłużej…”- usłyszałem w radiu rozrzewniony głos jakiegoś właściciela białej wstążeczki. Taa, Jego nauka zostanie z nami jeszcze długo, w postaci wadowickich kremówek, z których wszystkie to te papieskie i interes się kręci. Wolny rynek, w sumie nie ma się czemu dziwić. Dziwisz. Dziwisz też już jest niedobry- doszedł do wniosku PiS. Jedna pani zadzwoniła do TV i rozszyfrowała ten skrót. Powiedziała, że tych dwóch, co ukradło księżyc, teraz Podpierdoli jej Słońce. Hi hi.

A, i dowiedziałem się, że reklamówka TESCO to nie zabawka. „Uwaga, to nie jest zabawka!”- krzyczała do mnie reklamówka- „Nie dawać dzieciom do zabawy. Grozi uduszeniem się!”. Jaki ja byłem nieostrożny- ze wstydem pomyślałem, przypominając sobie już w zupełnie innym świetle te moje dziecięce, nierozważne zabawy, kiedy to nakładałem reklamówkę na głowę i mocno zaciskałem wokół szyi, żeby zablokować dostęp powietrza. Dziewczynki bawiły się lalkami, chłopcy grali w piłkę, a ja się dusiłem.

W ogóle lat 10 może temu to żyliśmy w wiekach zupełnie ciemnych i nie wszyscy zdawali sobie sprawę, że „kawa jest gorąca!”, a od hamburgerów się tyje, że przypomnę te dwie idiotki, które pozwały MacDonald’sa za to, że przez niego są grube. Bo nie wiedziały, że „to jest mięso, nie wpierdalaj go więcej niż musisz, a przynajmniej nie opychaj się tym 3 razy dziennie, ty głupia krowo!”. Może już niebawem tak właśnie będą grzmiały pakowane karczki, kiełbasy po pięć w jednej paczce, a bochenki chleba będą przestrzegać, by nie połykać ich w całości: „cześć, jestem bochenkiem chleba”- powie bochenek chleba- „z mojej natury wynika, że trzeba mnie pokroić. Aha, i nie jestem zabawką! Ani mydłem- nie myj się mną. Nie jestem też spadochronem- nie można ze mną skakać z wieżowca (na spadochronie też proszę nie skakać z wieżowca). Grozi roztrzaskaniem się o ulicę (śmiercią)!!!”.

Śmiejcie, śmiejcie, ale wszyscy przekonacie się, że to wcale nie takie oczywiste.

A, i jeszcze coś dla łysych fanów sportu:

Uwaga, jestem Paweł. Jestem człowiekiem. Nie jestem zabawką! Nie wbijaj we mnie swojego noża i nie gwałć mojej dziewczyny, bo ona też nie jest zabawką, mojego tatę i mamę też zostaw w spokoju, i moją siostrę i brata, i moich kolegów i koleżanki, i tę starszą panią na przystanku. To wszystko nie są zabawki!!! Ani chomiki, które można zrzucić z balkonu i nie idzie się za to do więzienia! Nie, nie, nie! Masz, tu jest książka. W niej są literki. Popatrz sobie na nie. Patrzy się na nie od lewej do prawej, literki tworzą wyrazy, a wyrazy zdania. Zdania czynią książkę, z której i tak nic nie zrozumiesz, więc po chuj tak się z tym pierdolę.

19:44, zetidwazera
Link Komentarze (9) »
wtorek, 07 lutego 2006
Gorączka, zawroty głowy- nie odchodzę od klawiatury...

To nie tak, że ja  nie chcę. To mi ostatnio niesamowitą wręcz trudność sprawia. Napisać coś. Tak, bym samemu chciał to przeczytać. Mam 23 lata. Od wczoraj. I anginę od paru dni. Leżę w łóżku i każde działanie wydaje mi się bezsensowne.

Chyba mam pokrzywkę.

Skutki uboczne polopiryny: u nadwrażliwych pacjentów mogą nastąpić już po 3 godzinach- od pokrzywki po ciężki wstrząs. A mnie skóra piecze w jednym miejscu i wydedukowałem, że to chyba o pokrzywkę chodzi. Hm, rozumiem ciężki antybiotyk z jego ciężkimi skutkami ubocznymi, ale tu o zwykłą polopirynę chodzi, S nawiasem mówiąc, która skuteczna szybka jest, a w reklamie nikt nie mówił, że może powodować zapaść.

Zazdroszczę ludziom, którzy mają trwały system zasad i wartości. Znam parę takich osób i ich życie wydaje mi się spokojne. Bo o spokój ducha przecież chodzi. Niektórzy ludzie zwyczajnie potrafią być dobrzy i to im zapewnia spokój ducha.

Gardło mnie boli. Płukałem je wodą z solą, tak jak w dzieciństwie, a skoro płukałem tak gardło w dzieciństwie, to teraz płucząc je, o dzieciństwie pomyślałem. Ale tylko chwilę, bo potem skupiłem się już na samym płukaniu, bez tych sentymentalnych dodatków.

Co jakiś czas, ale tylko raz na- powiedzmy- miesiąc dochodzę do przekonania, że wcale nie będę pierwszym człowiekiem, który nie umrze. A może? W każdym razie chciałbym kiedyś gdzieś być jeszcze Pawłem i mieć koło siebie tych wszystkich dziwnych ludzi.

Dzisiaj nie ma mnie kto pogłaskać.

A skoro o głaskaniu- mój pies ma lat 7, 7x7=49, ma prawie tyle lat ile mój ojciec, potem będzie miał 56 i potem już 63,  a on dalej chce się ze mną bawić. Za kilka lat mój pies umrze- myślę sobie i robi mi się smutno. Mogłem być dla niego lepszym kompanem.

Grażyna Torbicka też kiedyś umrze i kto wtedy będzie prowadził gale?

Kaczyński twierdzi, że należy ukarać dziennikarzy za niesportowe zachowanie.

„Jestem z pokolenia JPII”- taką koszulkę widziałem. T. słusznie zauważył, że to brzmi całkiem jak mp3, a ja zacząłem się zastanawiać, kto do tego pokolenia może należeć.

Ja?

Nie, chyba nie.

Najpierw pomyślałem o rówieśnikach Jana Pawła II, o rówieśnikach JPII najpierw pomyślałem, ale porzuciłem tę myśl prędko, bo kto by taką koszulkę jeszcze kupił. No, w każdym razie niewielu.

No i nie wiem. Czy chodzi o tego chłopca w podkoszulce i sztruksowej marynarce, z szalikiem związanym w taki trendy supeł i fryzurą z katalogu, strona „nie dbam o siebie, a przynajmniej tak to wygląda”. Chyba nie o niego- myślę sobie bo to straszny debil. I że on, JPII, odpycham tę myśl. Byłem w takim klubie, gdzie trzeba wyglądać i się zachowywać też trzeba się odpowiednio. I tam właśnie czułem się, jakbym miał właśnie odnaleźć kolejne wcielenie Dalajlamy, z tą tylko różnicą, że satysfakcja w moim wypadku była tym większa, im bardziej ofiara moich oceniających spojrzeń odbiegała od ideału. A to znaczy, że największą satysfakcję odczuwałem wtedy, gdy widziałem zmanierowanych, zarozumiałych, prymitywnych, pysznych (co za słowo!),  generalnie nienajlepszych ludzi i zestawiałem je z naszym nieżyjącym Karolem Wojtyłą. Podobnie interesujące wrażenie można odnieść, kiedy na jednej szali naszego zestawienia posadzimy kibiców Cracovii. JPII aż samo się ciśnie na usta. I to jest moja propozycja dla rządu: jeśli jesteśmy już przy budowie Wielkiej Komisji Prawdy i Sprawiedliwości, i Dobra, i Piękna, i Pokoju, i Wszystkiego Naj, Naj, Naj, i skoro ta komisja na nasze nieszczęście ma powstac, to kiedy już się uformuje, to niech na początku złapie i ukarze skurwysyna, który ukuł pojęcie „Pokolenia JPII”.

Dziękuję.

Plecy mnie bolą.

Położę się na łóżku i będę się pocił. Bo to pomaga.

21:36, zetidwazera
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 23 stycznia 2006
Urodziny
Cholera, mój blog miał wczoraj urodziny, a ja mu nawet życzeń nie złożyłem. No, to wszystkiego najlepszego, Młody.
16:51, zetidwazera
Link Komentarze (7) »
wtorek, 27 grudnia 2005
Kamień filozoficzny

Nie lubię słowa "dzielić się". Bo kiedy chcę się czymś podzielić, a teraz chcę chyba, to naprawdę nie chcę tego robić, a jedynie poprzez wspomniany podział próbuję zrzucić z siebie ciężar, który nadto mnie przygniata, a to nic innego jak tylko kiepska oferta pomocy w przytrzymaniu mojego kamienia. 

Późno już. Może nie będę już pisał, zostawię to na jutro, a może nie, jutro nie będzie mi się chciało.

Zdania powyżej są bardzo brzydkie. Przepraszam za nie.

To ja je spłodziłem, a teraz się wstydzę. Jakim będę ojcem?

Czyim bedę ojcem?

Kiedy będę ojcem?

CZY będę ojcem?

I kto będzie matką moich dzieci?

Z tym kamieniem. Ten kamień to... Z nim jest tak, że...

Przeklęte bachory, co za uszy, co za nos, jeden brzydszy od drugiego, a jak całe rodzeństwo stanie w jednym szyku, to (powiem cicho, żeby nie słyszały)

rzygać się chce.

Właśnie do mnie dotarło, że niezły ze mnie- jak to się mówi- jebaka. Jedno dziecko w każdym porcie.

Ale ja o kamieniu miałem. No, z nim jest tak, że ja go sam poniosę, dam radę, ciężko nie będzie, bo z chwilą, gdy spuszczam na wirtualny papier każde kolejne zdanie, to ból ucicha, ta bryła (metaforyczna, rzecz jasna) mniej już wrzyna się w moje barki i to już nie kamień, to kamyczek po chwili dzierżę w jednej dłoni i podrzucam go wesoło do góryi łapię, i podrzucam, i łapię.

To już ojcowie liberalizmu z Benthamem na czele, a może to i wcześniej ludzie wymyślili, że bodaj najważniejszą zasadą w życiu człowieka jest unikanie bólu. Oczywistą częścią składową tej zasady jest zasada druga, czyli poszukiwanie przyjemności. I cała istota niniejszej, a także innych, publikacji sprowadza się do tego, bym mógł bez wyrzutów sumienia spojrzeć w poduszkę (bo nie mam lustra w pokoju) i zasnąć. "Jestem zły"- piszę i już zły jestem mniej (pisałem już kiedyś, jak należy punktować każde wyznanie). "Ale ze mnie skurwiel"- nie taki skurwiel wcale. Cały dżinks* w tym, by w tekście umieścić tak wiele samokrytycznych epitetów, by pod koniec pisania nie czuć już prawie nic, prócz może delikatnego ukłucia, gdzieś tam, co nazywamy sercem, a co naprawdę jest chujwieczym, ledwie odczuwalnego ukłucia pewnego dyskomfortu, które jednak- i tu dobra wiadomość- można załagodzić prostym stwierdzeniem "bo ja już jestem taki szalony" albo "a niech to wszystko chuj". To oczywiście tylko przykład, bo co sobie powiemy na koniec, to już zależy od inwencji twórczej artysty i/lub jego mózgu. 

I tu dochodzę do tzw. klamry kompozycyjnej, którą w znoju przygotowałem. Nie lubię określenia "dzielić się", bo jest ono nieszczere. Rzadko się czymkolwiek dzielę, a już na pewno nie w tej chwili. W tej chwili się rozgrzeszam. A jeśli coś mnie najdzie, by podzielić się czymkolwiek, to mogę wam z miejsca obiecać, że na pewno nie zrobię tego tutaj. 

* Dżinks (slang.) - sęk, szkopuł, heca, bum cyk cyk, fsiu-bździu.

21:24, zetidwazera
Link Komentarze (7) »
sobota, 24 grudnia 2005
W urodziny Jezusa Chrystusa zostaję w domu

Paweł Stasiak* jest wszędzie. Paweł Stasiak nieustannie o sobie przypomina. Nachodzi mnie przy każdej sposobności, w najmniej spodziewanym momencie. Nadaje mojemu życiu nutkę zdenerwowania i zakłopotania. Taki już ten Paweł Stasiak.

Co by zrobił Agent Cooper** na moim miejscu?

Otóż Agent Cooper nie zrobiłby nic. Przyjąłby ze stoickim spokojem bieg wszystkich wydarzeń i wyciągnął odpowiednie wnioski, które w żaden sposób nie zakłóciłyby harmonii życia- swojego i innych. Agent Cooper oddaje się głębokiej kontemplacji. Agent Cooper medytuje. A to pomaga być w życiu perfekcjonistą. Pozwala patrzeć na świat z innej perspektywy. Z góry. Ze spokojem. Zen. Tak słyszałem. 

A mi wciąż się wydaje, że to świat oszalał, ludzie myślą, że już grudzień i śpiewają kolędy. Pracownicy Tesco powoli ściągają swój coroczny listopadowy neon WESOŁYCH ŚWIĄT i montują nowy, wielkanocny. Sąsiedzi składają sobie życzenia, ktoś zbiera pieniądze na hospicjum. I że te święta to niby, że już. Starzeję się.

Podobno w Stanach nie mówi się już Merry Christmas, żeby nie obrazić mniejszości religijnych. Mówi się HAPPY HOLIDAY.

Przez własne problemy i lenistwo zapomniałem o kilku swoich bliskich. Nie pójdę do Nieba chyba.

Melancholia. Dziwny stan. Ładne słowo.

Żegnaj, stara szczoteczko- ktoś powiedział do mnie, a ja się roześmiałem. 

A ktoś inny zapytał:

- KTO MNIE NARYSOWAŁ?

i to było najmądrzejsze pytanie, jakie ostatnio usłyszałem.

Życzę wam wszystkim wszystkiego najlepszego.

Kochajcie się. Głęboko i szczerze.

Amen.

* Paweł Stasiak- wokalista niedawno i na nieszczęście reaktywowanego zespołu PAPA DANCE.

** Agent Cooper- jeden z bohaterów serialu TWIN PEAKS, grany przez Kyle'a Maclachlana. 

15:55, zetidwazera
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 05 grudnia 2005
Śnieg spadnie jutro

 

Jest ciemno jutro

będzie jasno

ludzie będą się bawić

swoimi penisami

i pochwami

wątrobami przełykami

ktoś wymyśli dowcip

a mały chłopczyk

narysuje tatę. Jutro

spadnie śnieg pani

powie że to ładne

Są ludzie, którzy nie widzieli śniegu

i nie wiedzą

że śnieg nie byłby śniegiem

gdyby się nie topił.

01:00, zetidwazera
Link Komentarze (6) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10